„Ważne, żeby lista uzyskała jak najlepszy wynik” [ROZMOWA]

Rozmowa z Piotrem Benedyktem Zientarskim, liderem listy Koalicji Obywatelskiej do sejmu z okręgu koszalińskiego.

Jak doszło do tego, że znalazł się Pan na jedynce listy do sejmu? Czemu nie będzie Pan już kandydował do senatu?

Jest to powrót do propozycji, która została przedłożona przez zarząd regionu. Wyraziłem zgodę na wykorzystanie mojej osoby zarówno na liście do senatu, jak i do sejmu. Nie było tu jakichś specjalnych rozmów. Przedstawiłem swoje propozycje i zdałem się na decyzję zarządu krajowego.

Czy Sławomir Nitras zdążył już zadomowić się w Koszalinie, czy raczej cieszy się, że wraca tam, gdzie jego matecznik?

Wiem, że Sławomir Nitras cieszył się, bo przecież chciał startować ze Szczecina. Tam przecież kandydował na prezydenta miasta. Trudno jednak powiedzieć, że był spadochroniarzem. Mamy jeden wspólny region. On ma korzenie w Koszalinie. Tutaj pracował, ale niewątpliwie Szczecin jest mu bliższy. On jest jednak politykiem formatu ogólnopolskiego. To znakomity kandydat na lidera listy szczecińskiej.
W sejmie pracuje się inaczej niż w senacie. Panuje inne tempo. Czy ewentualna zmiana będzie wyzwaniem?

Nie zgodziłbym się, że w sejmie jest większe tempo pracy, wręcz przeciwnie. Senat jest obwarowany terminami ustosunkowania się do propozycji sejmowych. Ostatnio pracowaliśmy nocami. Były wrzutki, które wychodziły szybko z sejmu i oczywiście od razu przychodziły do senatu. Widzieliśmy wszyscy, jak wyglądało uchwalanie ustaw
o sądzie najwyższym i sądach powszechnych. Na ogół to właśnie w sejmie dłużej się pracuje nad inicjatywami, a senat ma terminy krótsze. Ja jestem przyzwyczajony do szybkiej i bardzo intensywnej pracy legislacyjnej. Przez dwie kadencje przewodniczyłem komisji ustawodawczej senatu. Dlatego też chciano wykorzystać moje doświadczenie na pierwszej linii frontu.

Przed Panem jako liderem listy wielka odpowiedzialność. Jakie ma Pan pomysły na kampanię, by być lokomotywą i pociągnąć listę?

Kampania rządzi się swoimi prawami i tutaj nic nowego się nie wymyśli. Najważniejsze było zaakceptowanie, że już nie startuje do senatu. Teraz muszę poinformować społeczność wyborców, że idę do izby niższej. Myślę, że mój dorobek, moje doświadczenie i kontakty z wyborcami od sołtysa począwszy, powinny przynieść efekty. Na wynik wyborczy nie pracuje się bowiem tylko w okresie kampanii, ale przez całą kadencję.

Czemu właściwie Anna Sztark nie dołączyła do Koalicji Obywatelskiej, a w okręgu kołobrzeskim wystartowała z własnego komitetu?

Trudno mi tutaj mówić za koleżankę, z którą się przyjaźnię. Bardzo zgodnie współpracowaliśmy. Brałem udział w imprezach, które organizowała. W Karlinie na Festiwalu Piosenki Prawdziwej mogłem nawet obok gwiazdy kabaretu „Pod Baranami” zaśpiewać w barwach Solidarności piosenkę „Przeżyj to sam”. Władze partii po prostu ustaliły, że kandydatem na przedstawiciela tej ziemi w senacie ma być były prezydent Kołobrzegu Janusz Gromek. W związku z tym pani senator zdecydowała się wystartować z własnego komitetu. Ta sytuacja nie jest komfortowa ani dla niej, ani dla Koalicji Obywatelskiej.

Pana największym konkurentem, jedynką na liście PiS-u, jest Czesław Hoc. Czy rywalizacja będzie zacięta?

Czesław Hoc to doświadczony parlamentarzysta, także europarlamentarzysta i lekarz. Dzieli nas jednak podejście do stylu sprawowania władzy, szanowania zasad konstytucyjnych, do praworządności i do prestiżu Polski. Trzeba też wziąć pod uwagę konfigurację całej listy. U nas została ona przygotowana pod kątem tego, że jedynką będzie Sławomir Nitras. W związku z tym wprowadzono do pierwszej czwórki dwie osoby z Koszalina. Teraz jestem trzeci. Takiej sytuacji nigdy nie było. Głosy niewątpliwie się podzielą. Dla mnie satysfakcją będzie więc przede wszystkim gra drużynowa. Nieważne, ile ja zdobędę głosów osobiście. Ważne jest, żeby lista uzyskała jak najlepszy wynik. Walczymy o 4 mandaty i to będzie dla mnie największa satysfakcja jako lidera.

0 0 votes
Article Rating


guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments