„Nie zapominam, że jest życie także po wyborach” [ROZMOWA]

Rozmowa z Bogusławem Liberadzkim, jedynką Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego okręgu zachodniopomorsko-lubuskiego.

Panie profesorze, na rynku w Pogodnie o „jedynce” PiS-u, Joachimie Brudzińskim, powiedział Pan „To dla mnie rywal, konkurent, ale nie przeciwnik i nie wróg. Jeżeli obaj będziemy europarlamentarzystami, to chciałbym, żebyśmy zawsze mogli sobie podać rękę i razem głosować w ważnych dla Pomorza Zachodniego sprawach”. Pan Brudziński odpowiedział na twitterze: „Dziękuję za dzisiejsze ważne i potrzebne słowa na szczecińskim Pogodnie. Jesteśmy konkurentami i rywalizujemy ze sobą w tych wyborach, ale to nie musi oznaczać, że jesteśmy wrogami. Ja również deklaruję gotowość do merytorycznej współpracy dla Pomorza Zachodniego”. To nie jest częste, muszę przyznać…

Widzi Pan, Panie redaktorze, ja jestem z tej politycznej szkoły, w której uczono, że „trzeba szanować partnera”. Nie zapominam, że jest życie także po wyborach, że trzeba się spotkać, coś ustalić, a w pewnych momentach nawet wspólnie coś przedsięwziąć. Wrogowie „na śmierć i życie” nie są do tego zdolni.

Jednak wybory to przede wszystkim konkurencja, walka o głosy, o przekonanie obywateli do siebie, do swojego programu…

To prawda. Każdy z nas tak postępuje. Robi wszystko, żeby przekonać do siebie, oczywiście, kosztem politycznej konkurencji.

Jakie zatem są pańskie walory? W czym Bogusław Liberadzki jest lepszy? Czym się różni? Na ile jest „inny”?

Góruję przede wszystkim doświadczeniem. Pracowałem w komisjach transportu i turystyki, budżetowej i kontroli budżetowej, czyli
w tych, w których przesądza się o pieniądzach i o ich przeznaczeniu. To nie przypadek, że pieniądze skierowane są właśnie na S3 i S6. Ja to wynegocjowałem. To były moje obietnice wyborcze i dotrzymałem ich.

Ale już z tzw. pakietem mobilności poszło gorzej. Transportowcy są bardzo niezadowoleni…

Faktycznie, ale gdyby w głosowaniu nad tą sprawą w dn. 25 marca w komisji transportu wzięło udział więcej polskich europosłów, wniosek byłby oddalony. Około 20 posłów z Polski na to głosowanie jednak nie dojechało. A wystarczyło tylko trzech więcej! Teraz więc jesteśmy w fazie tzw. trialogu, czyli o poszczególnych zapisach decydują Parlament Europejski, Rada Europejska i Komisja Europejska. Problem dotyczy ok. 25 proc. pracowników kabotażowych, czyli tych, którzy wykonują kursy między państwami Unii, nie zajeżdżając do Polski. Na razie polscy operatorzy funkcjonujący na terenie innych państw UE mają swobodę w konkurowaniu na rynku usług przewozowych. Ma to być jednak ograniczone poprzez limitowany czas pracy, liczbę kursów, czy obowiązek zjazdu co dwa tygodnie do Polski. Jeśli to się spełni, warunki konkurowania będą trudniejsze. Przypomnę jednak, że Radę Europejską tworzą szefowie rządów. Rola polskiego rządu będzie bardzo ważna w ostatecznym rozstrzygnięciu tego problemu.

Jak Pan skomentuje niedawną wypowiedź szefa Komisji Europejskiej Jeana Clouda Junckera, który powiedział, że polexit Polsce nie grozi? Włodzimierz Czarzasty dał do zrozumienia, że Junckera nie warto słuchać, lepiej słuchać Timmermansa…

Czarzasty ma rację, bo z początkiem listopada Juncker kończy swą misję. Będzie ktoś nowy. W tej chwili jest dwóch tzw. spitzenkandydatów – Manfred Weber, szef EPL, czyli grupy, w której są PO i PSL – i Frans Timmermans, przewodniczący grupy, w której ja jestem, czyli S&D. Franz Timmermans nie angażuje się w naszą kampanię wyborczą. Prowadzi własną – promuje całą grupę S&D, jej kandydatów do PE. Sam jest jednym z nich, tyle że kandydatem aspirującym do funkcji przewodniczącego PE. Robi to oficjalnie podobnie, jak Manfred Weber promujący liberałów i jednocześnie samego siebie na przewodniczącego KE. Też nie tak dawno odwiedził Warszawę i spotykał się z przedstawicielami PO. Natomiast, jeśli chodzi o Junckera, odnoszę wrażenie, że on ma z nami pewien problem. Dociera przecież do niego retoryka PiS-u o wyimaginowanej wspólnocie. Wie o wyprowadzonej fladze, która jest, przepraszam, „szmatą”. Słyszy czołowych polityków PiS-u, którzy mówią, że „my się z taką Unią nie zgadzamy” itd. On zaś chciałby zostawić po sobie Unię zjednoczoną i spójną. Jeśli więc nagle, po tygodniach wyrzekań i sporów, słyszy, że PiS się zmienił, że jest jak najbardziej prounijny, to chce w to wierzyć! My jednak mamy więcej doświadczenia w kwestii metamorfoz, do których zdolne jest Prawo i Sprawiedliwość. Krótko mówiąc, jakie są jego prawdziwe intencje, dowiemy się po wyborach. Osiągnięcia PiS-u na forum Unii Europejskiej imponujące nie są. Atmosfera wokół Polski ewidentnie się pogorszyła. Wystarczy, że wspomnę będącą w toku procedurę art. 7 Traktatu Europejskiego – rzecz to dotąd w Unii bez precedensu. Co prawda nie jesteśmy już sami, gdyż obok nas są Węgrzy, ale to słaba pociecha.

Mówi się, że europejscy populiści zyskali na sile, bo ludzie zapomnieli, co Unia Europejska dla ludzi zrobiła. Tymczasem pośród obserwatorów tej sceny słychać też zdanie przeciwne – populiści urośli w siłę właśnie dlatego, że ludzie nie zapomnieli obietnic, które im Unia składała, a których nie dotrzymała…

Obie te odpowiedzi są uprawnione. Rzeczywiście od kilku lat obywatele Unii słyszą, że trzeba oszczędzać, że należy ograniczać wydatki, co kłóci się z wcześniejszymi obietnicami. Unia dostrzegła ten dysonans i wie, że kierunek, w którym musi podążać, to Unia socjalna, zapewniająca obywatelom Europy europejski, czyli wysoki poziom życia. Chodzi nie tylko o pieniądze, ale też o takie walory, jak pewność pracy za godziwą płacę, pewność godziwej emerytury, opieki na starość, wykształcenia dla dzieci, dostęp do dóbr kultury, do pracy gwarantującej osobisty rozwój, pewność jutra po prostu. Podzielam te opinie. Uważam, że w najbliższej kadencji należy wprowadzić na przykład europejską płacę minimalną. Kwotowo miesięcznie chciałbym, żeby to było ok. 1000 euro netto jako płaca, którą się wypłaca. Odpowiednio do tego 80 proc. emerytura. Choć – moim zdaniem – przyszła siła populistów w Parlamencie Europejskim jest przeszacowana, to uważam, że będą oni mieli od 100 do 200 „szabel”, co w 751-osobowej izbie niczego im nie załatwi. Niemniej należy dmuchać na zimne. Należy zrobić wszystko, by populistów, a także nacjonalistów, bo im także zdaje się, że nadszedł ich czas, zagrodzić drogę. Jak mówi Jean Claude Juncker: „Wystarczy iść na dowolny cmentarz wojenny, żeby zobaczyć, jaka jest alternatywa dla zjednoczenia. Unia dała Europejczykom pokój”.

0 0 votes
Article Rating


guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments