Co tam Panie Profesorze w… notatniku? [ROZMOWA]

Materiał zamawiany/ Rozmawiamy z Profesorem Bogusławem Liberadzkim, europosłem SLD, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego.

Co tam panie w notatniku?…
– Blisko. Jakby tuż, tuż…

Nie bardzo rozumiem? Co jest tak blisko?
– Bruksela. Właściwie nie ma żadnego problemu, żeby tam wpaść, czego dowiedli nauczyciele, ze Szczecina, którzy odwiedzili pana w Parlamencie Europejskim. To była bardzo miła wizyta.

W końcu jest pan ich posłem!
– No tak. Ale poza wszystkim zrobili mi osobistą frajdę. Takie przejawy dobrych kontaktów z własnymi wyborcami dla każdego polityka są bardzo miłe.

Widziałem na pańskim FB i taki wpis: Wacław Zajkowski. Dziękuję P. Pośle. Jest Pan jednym z najlepszych tak trzymać.

– No dobrze, proszę już nie cytować, bo zacznę się rumienić.

– To w takim razie ostatni cytat i to nie z Zachodniego Pomorza, a z lubuskiego. W audycji radiowej (Rozmowa 96) wypowiadał się Radosław Brodzik. Cytuję za portalem uniwersyteckim WZIELONEJ.PL. Na pytanie o start polityków SLD w kolejnych eurowyborach odpowiedział:Obecnie okręg lubusko-zachodniopomorski ma w europarlamencie trzech posłów. Jest nim m.in. Bogusław Liberadzki, który należy do Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. (…) Byłem akurat niedawno w Brukseli, kiedy pan profesor Liberadzki w imieniu pasażerów, między innymi w Polsce, wprowadzał takie zapisy, które obligowały kolej do pewnego rodzaju odszkodowań, poprawy funkcjonowania i zabezpieczenia interesu pasażera. Wydaje mi się, że to jedno z fajniejszych rozwiązań. Zresztą nie tylko to, bo wśród tych przepisów szczególnie bliskie mojemu sercu były też sprawy osób z niepełnosprawnością i pewne ułatwienia czy rozwiązania dla nich, które powinny być wprowadzone na dworcach, w pociągach…

– Faktycznie, tak było. Zresztą tę dyrektywę „mam na sumieniu” od początku do końca, przeprowadziłem ją przez cały proces legislacyjny. Pragnę tylko zaznaczyć, że ona nie wejdzie w życie, jak to się mówi, z poniedziałku na wtorek. Musi być pewien okres przystosowawczy, co wiąże się z zakupem nowego taboru, remontami dotychczasowego, zmianami prawa w poszczególnych krajach członkowskich, itp. Myślę jednak, że najpóźniej za 3 lata pasażerowie kolei w całej Unii naprawdę znajdą się w innej, o wiele bardziej przyjaznej dla siebie rzeczywistości.

I wszystko idzie w tej Brukseli tak jak z płatka?
– O, nie! Bywa bardzo ciężko, zdarzają się porażki. Nie zapominajmy, że my ciągle jesteśmy krajem na dorobku. To, że słyszymy o wzroście gospodarczym, o przyrostach PKB, to wszystko prawda. Ale cała Unia notuje dobre wyniki. A jeśli cała, to oznacza, że choć nam przyrasta, to ciągle nie w takim stopniu, żeby nasz siła gospodarcza, więc i znaczenie, przyrastały silniej, niż krajów bogatszych, krajów tzw. „starej Europy”. Dystans nie zmniejsza się, niestety. To jest obiektywna rzeczywistość, o której nie możemy zapominać. Jeśli nałożymy na to trzyletnie już spory rządu PiS z UE, rozpoczętą i ciągle nie powstrzymaną procedurę art. 7, to zdamy sobie sprawę, że nie tylko nie wystarczająco nadrabiamy gospodarczo, ale też politycznie sami sobie piętrzymy problemy. I są tego konsekwencje. Weźmy tzw. „Pakiet Mobilności”. Jest wokół niego ostry spór. Chodzi o szczegółowe regulacje pracy kierowców zawodowych na terenie Unii. Nie chcę wchodzić w skomplikowane szczegóły, ale są one tak skonstruowane, że praktycznie wyeliminują konkurencję z krajów Europy środkowo-wschodniej. Oczywiście bronimy się przed tym, zawiązujemy koalicje, przedstawiamy argumenty, jednak postęp jest mizerny. Siła jest po stronie bogatszych państw Unii – Francji i Niemiec. A przecież nasi przewoźnicy mają świetny sprzęt, często specjalizowany pod konkretne przewozy, zainwestowali bardzo dużo pieniędzy, świadczą usługi na najwyższym poziomie. Nie widzę powodów, żeby byli traktowani gorzej, żeby już na starcie, w punkcie wyjścia, mieli gorsze warunki niż ich koledzy z krajów zachodnich. Na szczęście Unia Europejska, to swoisty uniwersytet kompromisu. Tu się dyskutuje, nie po to, żeby kogoś pognębić, ale żeby pogodzić różne interesy. Mamy więc nadzieję na taki kompromis, który uwzględni zarówno interesy polskich przewoźników, jak i interesy samych kierowców, że będzie on zmierzał w taką stronę, żeby przedsiębiorcy nie byli stratni, żeby im nie szkodzić, ale i żeby kierowcy pracowali w godnych warunkach, za płacę, która nie będzie sztucznie hamowana.

Jak rozumiem, to przykład problemów wynikających pośrednio, czy bezpośrednio z naszej słabszej pozycji gospodarczej. A przykład problemów wynikających z naszej słabości politycznej?
– North Stream 2. To jest w naszej ocenie zły projekt. A jednak przegłosowano takie poprawki dyrektywy gazowej, które nie zatrzymają budowy tego gazociągu. Niestety nie udało się zbudować na tyle silnej koalicji państw mu przeciwnych, żeby wygrać głosowanie. Gdybyśmy mieli silniejszą pozycję polityczną, to kto wie, jakby było?
Dlatego cieszmy się może skromniejszymi, ale naszymi sukcesami. Budowa S6 postępuje, tunel pod Świną w budowie, podobnie obwodnice Szczecinka, Wałcza, Sianowa – są pieniądze z Unii, jest ruch w interesie.

Tu się pamięta, panie profesorze, że co nieco z tymi unijnymi pieniędzmi ma pan wspólnego. Stąd między innymi, takie opinie, jak przytoczyłem na początku. Dziękuję za rozmowę i już wpraszam się na następną.

Fot. Materiały Prywatne

0 0 votes
Article Rating


guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments